Blog


Świat potrzebuje hakerów

autor: Joanna Pawlak / 1 Grudzień 2016

Ruch Coder Dojo rozpoczął się w Irlandii. W Polsce pierwsze Dojo powstało w Zambrowie, co dla wielu osób jest niezwykłe. Skąd na Podlasiu wzięła się fundacja, która za cel postawiła sobie uczenie dzieciaków kodowania? 




Miejsce powstania pierwszego klubu Coder Dojo w Polsce wiąże się z miejscem zamieszkania założyciela Coder Dojo Polska. Kamil Sijko opowiada o początkach w jednym z wywiadów: „Zaczynaliśmy w marcu 2013 roku – na targach BETT 2013 zobaczyłem jak Bill Liao mówił o Coder Dojo, później wziąłem udział w demonstracyjnej sesji. Pomyślałem, że byłoby świetnie spróbować z czymś takim w moim rodzinnym mieście, Zambrowie. Namówiłem do tego pomysłu Łukasza Dziedziula, wydrukowaliśmy plakaty i oczekiwaliśmy dnia pierwszych zajęć. Pierwszy dzień był naprawdę fajny, bo udało się zgromadzić dużą grupę dzieci i młodzieży w różnym wieku. Co więcej, dzieciaki przychodziły regularnie, a z czasem dołączały do nich nowe. To był dla nas sygnał, że formuła Coder Dojo ma coś w sobie.” W lipcu 2013 powstała Fundacja Coder Dojo, której celem jest promocja idei klubów CD, wspieranie istniejących, powoływanie nowych i… uczenie hakerów. 


Kto rozwiązuje problemy? Wolf? Nie. Haker.  


Hasło „Zostań hakerem! Świat potrzebuje hakerów!” może robić wrażenie przewrotnego. Haker kojarzy nam się z cyberprzestępcą, a przecież nikt nie chce kształcić swojego dziecka w łamaniu prawa. Kamil Sijko tłumaczy, że nie jest to wezwanie do czynienia zła w internecie, a wręcz przeciwnie: „Rodzicom staramy się wytłumaczyć, że haker to ktoś, kto rozwiązuje problemy. Tego właśnie uczymy – rozwiązywania problemów.” Instruktorzy Coder Dojo – zwani Mentorami – są zgodni w ocenie: szkoła tego nie uczy. Dzieciaki przychodzące do klubów CD w Polsce trzeba zainspirować do tego, żeby szukały własnych rozwiązań. „Żeby szukały jakichkolwiek rozwiązań” – prostuje Agnieszka, Mentorka z gliwickiego Coder Dojo. „Kiedy dziecko natrafi na jakiś problem, siada i czeka, aż Mentor go rozwiąże. Mówimy o dzieciach, które od niedawna uczestniczą w zajęciach – stali bywalcy naszych spotkań wiedzą, że najpierw muszą spróbować poradzić sobie sami. Oczywiście jesteśmy od tego, żeby pomagać, podpowiadać, ale nie możemy rozwiązywać tych zagadnień za nich. Kiedy na 30 dzieciaków jest nas dwoje, nie damy rady podejść do każdego i poświęcić mu wystarczająco dużo czasu.” Kamil opowiada o rozwiązaniu wprowadzonym w Zambrowie: „Obowiązuje »zasada trzech«: zapytaj kolegę po prawej, zapytaj kolegę po lewej, zapytaj Google’a, a jak nie znajdziesz rozwiązania w żadnym z tych źródeł, to dopiero wtedy możesz zapytać mnie.” Mentorzy dzielą się sposobami na to, jak poradzić sobie z bandą rozbrykanych dzieciaków. Tym, którzy się nudzą, podrzucają trudniejsze zadania. Tym, którzy grają, zamiast programować, przyznają kartki żółte i czerwone, podobnie jak w piłce nożnej: są dwa ostrzeżenia (dwie żółte kartki), a kolejny wybryk to czerwona kartka i wyproszenie z zajęć z zakazem pokazywania się na kolejnych. „To zwykle skutkuje i kiedy widzimy się z delikwentem za dwa tygodnie, nie ma problemów z zachowaniem. Martwi nas, że musimy wykorzystywać takie metody, ale dotąd skorzystaliśmy z tego… no, na palcach jednej ręki bym policzył. Za to cieszy nas, że wykluczenie z zajęć jest traktowane jako kara. To znaczy, że dzieci chcą przychodzić.” – cieszy się jeden z Mentorów. 



Poradziliśmy sobie z dziećmi – poradzimy też z rodzicami!


Starsi przychodzą, młodsi są przyprowadzani przez rodziców, a rodzice… Mentorzy wzdychają i kręcą głowami. Temat rodziców wydaje się bardziej skomplikowany niż temat ich niesfornych pociech. Są rodzice mityczni, rodzice destrukcyjni, rodzice zaangażowani i pewnie jeszcze kilka osobowości wymykających się definicjom, ale generalnie Mentorzy nie mają z rodzicami lekko. Rodzice mityczni, to ci, którzy podpisali zgodę na uczestnictwo dziecka w zajęciach i to był ostatni raz, kiedy byli widziani. Nie interesują się kompletnie tym, co ich dzieci robią na zajęciach, nie dają się zaczepić przy odwożeniu/odbieraniu, po prostu udają, że ich nie ma. Dla Mentora, podobnie jak dla nauczyciela, uczenie dziecka, które nie czuje wsparcia rodziców w zdobywaniu wiedzy, to dodatkowa trudność. Dzieci potrzebują aprobaty rodziców, chcą się pochwalić tym, co robią na zajęciach, pokazać nowy świat, który odkrywają. Także z tego powodu Mentorzy starają się nawiązać kontakt z rodzicami i wykrzesać z nich minimum zainteresowania. „Myślę, że czasem rodzice wstydzą się, że nie rozumieją tego, co robią ich dzieci” – Alek z gliwickiego Dojo stara się bronić mitycznych rodziców. Mentorzy widzą, że te dzieciaki, które zabiegają o ich uwagę, szukają aprobaty, tak naprawdę potrzebują jej – i nie otrzymują - od rodziców. Dlatego „polują” po zajęciach i zapraszają opornych dorosłych, żeby przekonali się na własne oczy, czego dokonał ich mały haker. W tym miejscu czasem ujawniają się rodzice destrukcyjni. Maciek z warszawskiego Dojo uśmiecha się smutno: „Pamiętam taki jeden przypadek. Teraz może brzmieć to śmiesznie, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Chłopak przychodził na zajęcia od niedawna, fascynował się grami, koniecznie chciał jakąś grę stworzyć i kiedy poznał już podstawy, to ją zrobił. Gra była bardzo prosta, ale chłopak był z niej dumny. Mama przyszła go odebrać z zajęć, spieszyła się, ale wspólnie z jej synem przekonaliśmy ją, żeby usiadła i zagrała w grę, którą on napisał. Mama nie chciała, mówiła, że nie umie grać, syn ją przekonywał, że gra jest taka prosta, że na pewno sobie poradzi i w końcu dała się namówić. Gra rzeczywiście była prosta, mama autora przeszła ją bez trudu, po czym wstała od komputera, pytając lekceważąco: »Tylko tyle?« Wtedy właśnie przekonałem się, ile prawdy tkwi w powiedzeniu, że rodzice są mistrzami świata w podcinaniu skrzydeł własnym dzieciom.”


Marzeniem każdego Mentora są rodzice zaangażowani. Niektórzy są tacy od początku, innym trzeba pozwolić się przekonać, że są potrzebni, że mogą pomóc, ale z takiej współpracy wynikają wyłącznie dobre rzeczy. Rodzice pomagają w prowadzeniu zajęć, czasem merytorycznie, czasem organizacyjnie, dzieciaki czują ich wsparcie, Mentorom jest znacznie łatwiej prowadzić takie zajęcia. Droga do takiego idealnego obrazu bywa jednak wyboista, o czym przekonał się sam założyciel Coder Dojo Polska, kiedy próbował zaangażować do współpracy rodziców dzieciaków w swoim rodzinnym Zambrowie. Kamil wzdycha, zaczynając opowieść. „Czułem się czasem, jakbym prowadził przechowalnię dzieci, a nie zajęcia. Jest nas mało i przy większej grupie dzieci przydaje się do pomocy ktoś, kto pomoże nad nimi zapanować. Nie musi programować, czasem potrzebny jest po prostu autorytet dorosłego, przypomnienie o »zasadzie trzech«, podpowiedź, kto z grupy może pomóc… W takich momentach potrzebni są rodzice. A ci niestety podrzucali dzieci i uciekali. Zajęcia trwają trzy godziny, ale zamiast poświęcać czas dziecku, można w tym czasie zrobić zakupy. Zaczęliśmy jednak rozmawiać z rodzicami naszych młodych ninja i tłumaczyć, jak ważna i potrzebna jest ich obecność. Jednocześnie wprowadziliśmy zasadę, że dzieci do lat 13 uczestniczą w zajęciach pod opieką. I nagle rodzice zaczęli bywać na zajęciach. Niektórzy przekonali się, że kodowanie naprawdę jest fajne. Zaczęła się współpraca z rodzicami, która zaowocowała tym, że w tej chwili kilkoro spośród nich ma szansę zostać Mentorami. U nas się udało.” Tym razem Kamil się uśmiecha. Pozostali Mentorzy gratulują ekipie z Zambrowa, dopytują o szczegóły, dzielą się swoimi osiągnięciami w „oswajaniu” rodziców. Agnieszka i Alek z Gliwic opowiadają o ojcu, który przychodzi na zajęcia razem z synem i bierze w nich udział jako uczestnik, wspólnie uczą się kodować. „Może rodziców też należałoby uczyć programowania? Coder Dojo dla rodziców. Co Wy na to?” – zastanawia się głośno Kamil. „Pomyślcie, porozmawiamy o tym następnym razem.”  


Klub sportowy czy szkoła?


Coder Dojo jest jak klub sportowy. Pokoleniu 30-40-latków najprościej zrozumieć taką analogię: Informatyka w szkole jest jak WF, a Coder Dojo to SKS. Tak przedstawiają to Mentorzy i tak chcą prowadzić zajęcia. Tak, żeby dzieciaki nie traktowały tego jak szkoły, lekcji obowiązkowych, tylko raczej jak wysiłek dla przyjemności. „Nie uczymy ich, jak nauczyciele, ale pokazujemy, jak mogą się nauczyć czegoś sami, od siebie nawzajem, odkrywając kolejne kroki, jak w układance, zabawie” – mówi Kamil. Kilka głosów mu wtóruje, ale nie wszyscy mentorzy się zgadzają. „Ja bym jednak trochę pouczył podstaw matematyki, bo z tym jest problem. Matematyka, logiczne myślenie, to przecież podstawy potrzebne do programowania, a szkoła tego nie uczy.” O takich brakach mówi Wojtek, który prowadzi zajęcia w Warszawie. Stołeczne szkoły wcale nie są lepsze – ani gorsze – od reszty kraju, braki tego typu u swoich podopiecznych potwierdzają Mentorzy z innych miast. Co można z tym zrobić? Trzeba uczyć, bo szkoła nie nauczy. Czy właśnie taka jest rola miejsc takich jak kluby Coder Dojo? Uzupełniać to, czego nie nauczy szkoła? Wypełniać luki w dziurawym programie? „Chcemy robić o wiele więcej” – deklarują Mentorzy. 



Po co? I tak dzieciaki non stop siedzą przed komputerem.


Zdarza się im odpierać takie zarzuty rodziców. Tłumaczą wtedy, że nie liczy się ilość czasu spędzanego przed komputerem, ale jakość. To nieprawda, że młody człowiek w dzisiejszych czasach ma obsługę komputera w małym palcu. Granie w gry i sprawne posługiwanie się smartfonem, to nie są kompetencje cyfrowe. A tych właśnie uczy Coder Dojo. Uczy zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Pokazuje jak zbudowany jest cyfrowy świat. Na zajęciach dzieciaki uczą się robić gry, grafiki, filmy – nie odtwarzają gotowych, ale tworzą własne. Rozwiązywanie problemów zaczynają od stawiania właściwych pytań. Bo to nie jest proste. Nawet jeśli odpowiedzi trzeba poszukać u „wujka Google”. Wpisanie dobrego pytania w przeglądarce też jest wyzwaniem. Tego dzieciaki często nie potrafią. Nie potrafią też właściwie zinterpretować odpowiedzi, które otrzymują. Nie czytają komunikatów, które wyskakują na ekranie, za to głośno krzyczą, że coś się wydarzyło. Często nie widzą rozwiązań, które są tuż przed nimi, bo nie mają cierpliwości, żeby się przyjrzeć. Mentorzy starają się pokazać, że właściwe pytania i wybór dobrej odpowiedzi, cierpliwość i samodzielność przynoszą efekty.           


Zostań Mentorem. Dlaczego? Będziesz fajny. 


Coder Dojo w całej Polsce nadal poszukują Mentorów - osób, które zechcą poświęcić dzieciakom swój czas w sobotę przed południem i uczyć je programowania. Kim są Mentorzy? Niektórzy są rodzicami, którzy zaangażowali się w tworzenie klubu Coder Dojo w swoim mieście ze względu na swoje dziecko, jak Sławek z Poznania. „Wszystko zaczęło się od mojego syna, to dla niego szukałem takiego miejsca jak to. Znalazłem Kamila i Coder Dojo i postanowiłem założyć klub w Poznaniu. Działamy już rok, na początku przychodziło 6-7 dzieci, dziś na zajęciach bywa 30-40 osób.” Klub Coder Dojo w Poznaniu borykał się przez jakiś czas z brakiem Mentorów, groziło mu nawet zawieszenie działalności, ale udało się zwerbować nowych pasjonatów, nawiązać współpracę z firmą Allegro i w jej siedzibie poznańskie Dojo rozwija się i kwitnie. 


Znalezienie dobrej siedziby to wyzwanie, z którym właśnie boryka się Dojo z Bielska-Białej – jedyne w Polsce prowadzone przez małżeństwo, Agnieszkę i Tomka. Ich córka ma dopiero dwa lata, więc jeszcze nie programuje. Założyli klub Coder Dojo nie jako rodzice, tylko jako pasjonaci edukacji, związani z nią także zawodowo: Agnieszka uczy w klasach I-III, a Tomasz jest wykładowcą akademickim. 


W Cieszynie Mentorami są 16-latkowie: Franek, Norbert i Dominik. Trzech chłopaków, którzy są niewiele starsi od swoich uczniów (II-VI klasa) prowadzą zajęcia Coder Dojo w siedzibie biblioteki miejskiej, która po remoncie i modernizacji dysponuje dobrymi komputerami, a część oprogramowania kupiono po konsultacji z młodymi Mentorami, czyli właściwie na potrzeby Coder Dojo. Czwartym mentorem i dorosłym opiekunem klubu jest mama jednego z chłopców. 


Mentorzy Coder Dojo z Białegostoku, Gliwic czy Warszawy mieli różne motywy dołączenia do tego niezwykłego grona i założenia klubów w swoich miastach, ale teraz wspólnie wraz z koleżankami i kolegami z innych miejscowości poszukują sposobów na rozwijanie swoich klubów i urozmaicanie zajęć. Dzielą się wiedzą, wymieniają doświadczeniami i chwalą się przed kolegami dokonaniami swoich podopiecznych.


Paweł z Białegostoku opowiada o dołączeniu do grupy dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera. To specyficzna grupa adeptów sztuki programowania, ich udział w zajęciach wymaga obecności i zaangażowania rodziców, ale efekty bywają niesamowite. 


Agnieszka i Alek z Gliwic pilnie notują sposoby na radzenie sobie z grupą rozbrykanych dzieciaków. Oboje po 30-tce, jednak sami wyglądają na nastolatków, a na ich zajęcia przychodzą głównie gimnazjaliści. To trudna grupa wychowanków, ale ci Mentorzy potrafią zaimponować wiedzą i doświadczeniem programistycznym. 


Wiadomo, że praca z dziećmi to trudna praca. Do tego trzeba sobie poradzić z rodzicami, co czasem bywa trudniejsze. Ale są sukcesy, które cieszą i motywują do dalszego wysiłku. Kamil opowiada z dumą: „Dziś jest sobota. W Zambrowie odbywają się zajęcia. Zajęcia prowadzone przez rodziców. Wszyscy Mentorzy są tu, na szkoleniu, a tam działa Coder Dojo. Uważam, że to sukces.”   



The winner takes it all! Kto tu wygrywa? 


Na koniec naszego spotkania gliwickie Coder Dojo wyzywa na programistyczny pojedynek Coder Dojo z Cieszyna. Kto wygra? To można powiedzieć już dziś: dzieciaki.    


***


Wypowiedzi Mentorów zostały zanotowane podczas tzw. Dojo Konfy. Dwa razy w roku Mentorzy spotykają się, żeby podzielić się doświadczeniami, porozmawiać o metodach pracy, nowych rozwiązaniach. Nie mam nic wspólnego z programowaniem, ale słuchanie ich rozmów przez dwa dni było fascynujące. To niesamowite – spotkać i posłuchać ludzi, którzy robią coś niesamowitego – uczą dzieciaki. Tak po prostu. Bez wynagrodzenia. Do tego są inteligentni, błyskotliwi i naprawdę mają pomysł na to, jak uczynić świat lepszym i ten pomysł realizują. Oczywiście były momenty, kiedy z całej rozmowy rozumiałam tylko spójniki, ale i tak bawiłam się świetnie. Warto było poświęcić swój czas na to, żeby zebrać tak dużo pozytywnej energii i poznać Mentorów Coder Dojo – świetnych ludzi.  


***


Antyzasady – czyli zasady dla uczestników zajęć Coder Dojo, spisane tylko dlatego, że nie wypada powiedzieć: „Róbcie odwrotnie niż w szkole”.


  1. OK jest pytać i prosić o pomoc. 

  2. Popełniając błędy, uczysz się.

  3. Wymieniaj się pomysłami.

  4. Eksperymentuj.

  5. Pracuj z koleżanką/kolegą – razem umiecie więcej.

  6. Szukaj odpowiedzi.

  7. Zasada trzech jest ważna zawsze.

  8. Chwal się tym, co zrobiłeś.

  9. Słuchaj, co mówi do Ciebie Twój komputer. 

Najnowsze i najpopularniejsze dawki wiedzy

Zamknij

Podaj tutaj swój adres email: