Blog


Rolnictwo Wspierane przez Społeczność.

autor: Piotr Trzaskowski, Claudia Ciobanu / 1 Luty 2017



RWS w praktyce


Trzy typy sałat (rzymska, lodowa i czerwona), pół kilograma fasolki w strąkach, cukinia, kilogram pomidorów, kilogram ogórków, odrobina rukoli, natka selera, natka pietruszki, papryka i kilogram jabłek na soki lub dżemy – to jedna z cotygodniowych paczek, które odbieramy w lecie ze Smolnej 14 w centrum Warszawy. My i członkinie RWS Świerże Panki.

 

W każdy czwartek, czyli dzień dostawy, dwie osoby z różnych gospodarstw domowych mają za zadanie pomóc w dostawie. Jedna idzie na Smolną rano, by pomóc Sonii i Tomkowi, naszym rolnikom, którzy na zmianę przywożą warzywa do Warszawy. Wspólnie wypakowujemy skrzynki z samochodu do pomieszczenia udostępnionego nam przez Stowarzyszenie Mieszkańców Ulicy Smolnej. Później jest czas na wyliczenie, ile warzyw każde z nas zabierze do domu na koniec dnia. Wieczorem, w czasie odbioru, kolejna osoba z RWS-u pomaga przychodzącym w warzeniu oraz sprząta miejsce po całej akcji tak, by wszystkie warzywa znalazły nowy dom.

 

W ubiegłym roku w grupie mieliśmy 23 gospodarstwa domowe. W tym roku ma być nas więcej.


Są wśród nas rodziny z małymi dziećmi, młodzi single z pasją do gotowania, grupy osób mieszkających wspólnie w jednym domu, a nawet dwoje przyjaciół dzielących się jedną paczką mimo, że nie mieszkają razem. Przez 20 tygodni od czerwca do października przychodzimy na Smolną między 18.00 i 19.00, sprawdzamy listę, by dowiedzieć się, co tym razem przypada na paczkę. Odważamy nasz przydział, pakujemy i ruszamy do domu, zastanawiając się, co tym razem ze świeżych produktów przygotować. Pierwsze w kolejce są sałaty, bo najszybciej się psują, mimo że już nauczyliśmy się, że najlepiej włożyć je jak kwiaty do wody, a potem wstawić do lodówki. Im bliżej kolejnego czwartku, tym więcej w nas kreatywności. Z natki selera i pietruszki robimy pesto, a z obitych jabłek szarlotkę.

 

Są dwie złote zasady, których ciągle się uczymy. Akceptujemy warzywa, które dostajemy, ponieważ właśnie takie rosną w Polsce w okolicach Warszawy w danym momencie sezonu. Nie marzymy o egzotycznych avocado, lecz uczymy się jak pomysłowo i pysznie gotować z tego co mamy. I niczego nie wyrzucać. Tych zasad nauczyliśmy się, rozmawiając z naszymi rolnikami, odwiedzając ich gospodarstwo i pomagając w nim co roku przez dwa dni. Kiedy tam przyjeżdżamy, uczymy się pielić, kopać, siać, budować szklarnię, oczyszczać drzewa z martwych gałęzi. Robimy wszystko, co jest właśnie w gospodarstwie do zrobienia. Słuchamy wtedy opowieści o tym, jak uprawiać warzywa, jak je siać i sadzić, które są dobrymi sąsiadami, a które się nie lubią oraz o tym, jak stworzyć naturalny nawóz i środki owadobójcze. Sonia i Tomek mają gospodarstwo ekologiczne, więc używają tylko naturalnych metod.


Praca na farmie oraz zrozumienie sezonowości zbiorów są istotnymi doświadczeniami uczestnika RWS-u. Kluczowym wkładem jest natomiast opłata finansowa, której dokonujemy na początku sezonu. W ubiegłym roku było to 700 zł na gospodarstwo domowe, płacone od razu lub w dwóch ratach. Z tej kwoty finansowane są inwestycje w gospodarstwie, pokrywane koszty wody oraz wynagrodzenie rolników. Pieniądze przychodzące naraz na początku sezonu pozwalają im kupić nasiona i wszystko inne, czego potrzeba do obsadzenia i obsiania warzywniaka bez konieczności pożyczania pieniędzy od znajomych albo z banku. Pieniędzy nie dostaniemy z powrotem nawet wtedy, gdy pogoda będzie fatalna, a my otrzymamy połowę zapowiadanej ilości lub produkty gorszej jakości niż te ze sklepu. Takie wypadki zdarzają się rzadko, ale kiedy się zdarzą, rolnicy nie będą musieli obawiać się popadnięcia w długi. Natomiast my uczymy się rozumieć, że sukces upraw zależy od pogody, a nawet szczęścia. W końcu chcemy, by rolnicy kontynuowali swoją pracę, bo po każdym złym roku przychodzi dobry. Chcemy też, by małe ekologiczne gospodarstwa rolne wciąż działały w naszym kraju oraz by z roku na rok było ich więcej.


W RWS-ie jest jednak coś więcej niż rola społeczna, którą chcemy odgrywać – wsparcie dla drobnego rolnictwa rodzinnego. Jest w nim więcej niż wszystko, czego uczymy się o warzywach, sezonowości i gotowaniu. Chodzi o tę małą wspólnotę, która razem tworzymy. Cieszymy się na spotkania, które czasem organizujemy poza dniami odbioru. Zbieramy się, by jeść, rozmawiać i dzielić wspólny sekret. Ten o małych, trochę wybrakowanych buraczkach ze Świerży Panków, które może nawet pomogliśmy zasiać. Najsłodszych buraczkach na świecie.



O wyjątkowości modelu RWS


Pomysł na tak bliską współpracę z rolnikami może wydawać się egzotyczny. Nie jest jednak odosobniony. Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że sam rynek nie rozwiąże wszystkich naszych problemów i nie zaspokoi wszystkich potrzeb. W Polsce od kilku lat dynamicznie rozwija się ruch na rzecz przedefiniowania sposobu w jaki kupujemy żywność i traktujemy rolników. Nowe inicjatywy, takie jak kooperatywy spożywcze, targi żywności ekologicznej, komercyjne paczki od rolnika lub oferty typu vege-box mają bardzo różną formę, lecz łączy je chęć skrócenia łańcucha pośredników i zbliżenia odbiorców żywności z jej producentami.


O wyjątkowości RWS-ów na mapie tych inicjatyw decyduje zażyłość kontaktu między obiema grupami. W największym skrócie RWS nazwać można takim modelem współpracy, gdzie odbiorcy żywności biorą na siebie część ryzyka związanego z prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Tym samym zmieniają się z biernych ”konsumentów” na osoby biorące odpowiedzialność za losy gospodarstwa rolnego oraz współdecydujące o jego losie.


Głównym narzędziem przeniesienia odpowiedzialności jest przedpłata lub wykup udziału w produkcji gospodarstwa. Zwykle przybiera formę wpłaty na początku sezonu, kiedy rolnicy potrzebują pieniędzy na nasiona, maszyny i inne inwestycje. Jest to opłata za udział w produkcji, niezależnie od tego, czy w trakcie sezonu jest ona mniejsza, czy większa niż początkowo planowana.


Wraz z wzięciem na siebie odpowiedzialności przychodzi współdecydowanie. Rozmawiając z rolnikami, odbiorcy wywierają wpływ na to, co i w jakich warunkach jest uprawiane. W RWS-ach takie spotkania przeważnie mają miejsce na koniec sezonu upraw, by podsumować rok oraz przed kolejnym sezonem, by lepiej zaplanować następny. Dzięki dialogowi i wzajemnemu poznawaniu się, oczekiwania członków i członkiń RWS nie wychodzą poza to, co możliwe w lokalnych warunkach klimatycznych i środowiskowych, a oferta gospodarstwa lepiej trafia w gusta konsumentów.


Zasady działania całej grupy spisywane są w porozumieniu akceptowanym przez wszystkie strony RWS-u. Od strony prawnej umowa taka jest po prostu umową sprzedaży bezpośredniej produktów wytworzonych przez gospodarstwo. Taka formuła pozwala uniknąć nie tylko marży pośredników, ale także gwarantuje brak opodatkowania zastrzeżonego dla tego typu sprzedaży.


Powyższy opis dotyczy klasycznego typu RWS-ów, po angielsku nazywanego producer-led CSA. Istnieje jednak inny, nieobecny jeszcze w Polsce wariant RWS, tzw. consumer-led CSA. Pojawia się on wtedy, gdy to grupa odbiorców wychodzi z inicjatywą założenia upraw, uzyskuje dostęp do ziemi, wspólnie planuje i inwestuje, a następnie pracuje w gospodarstwie lub zatrudnia osoby do takiej pracy. Tak jak w zasadach spółdzielczości: każdy udział ma tę samą cenę, a każda osoba ma równe prawo decydowania. Taki model działalności wymaga od członków RWS większej inicjatywy i determinacji oraz wiedzy niż w przypadku, w którym porozumiewamy się z istniejącym gospodarstwem. W zamian dostaje się pełniejszą kontrolę nad inicjatywą, dogłębne zrozumienie ekonomii i ekologii rolnictwa oraz prawdziwie demokratyczną formułę zarządzania.



Na jakie wyzwania odpowiadają nowe modele dystrybucji żywności?

 

Pierwsze RWS-y powstały w Japonii z inicjatywy matek, które obawiały się wpływu na ich dzieci chemikaliów coraz powszechniej używanych w rolnictwie. Od tamtych czasów system kontroli jakości i bezpieczeństwa żywności stał się o wiele bardziej wyrafinowany, jednak problemy nadal nie zniknęły.


O skali niepewności co do jakości jedzenia może świadczyć zeszłoroczny skandal z podrabianiem mięsa wołowego, który wybuchł w styczniu w Irlandii. Tamtejszy urząd ds. bezpieczeństwa żywności ogłosił, że w mrożonych kotletach do hamburgerów sprzedawanych jako mięso wołowe, znaleziono znaczne ilości koniny oraz wieprzowiny. Hamburgery sprzedawane na Wyspach w sieciach takich jak Tesco czy Lidl wyprodukowała francuska firma Comigel, która sprzedawała je do supermarketów w całej Europie. Wkrótce w co najmniej 17 kolejnych krajach UE wycofano z półek żywność różnych marek. Czasem zawartość koniny w wołowinie sięgała 100%. W połowie lutego wielkie testowanie produktów mięsnych dotarło na Daleki Wschód, gdzie z obrotu w części sklepów Hong Kongu wycofano lazanię. Czy zamienienie wołowiny na koninę to taka wielka heca? Nie dla wszystkich. Skandal ujawnił jednak coś znacznie bardziej niepokojącego. Sklepy przyznają, że nie wiedzą, co zawierają ich produkty, my nie wiemy, co kupujemy, a żadna władza tego nie kontroluje.


Postępowi technologicznemu, który ułatwia kontrolę, towarzyszy wydłużenie i coraz większe skomplikowanie łańcucha dostaw. Natomiast instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności nie są już w stanie wypełniać swojego zadania, gdyż osłabiono je na skutek neoliberalnych reform zmierzających do zniesienia kontrolnej roli państwa. Budowanie krótszego łańcucha dostaw żywności opartego na osobistej znajomości producentów i odbiorców pomaga obejść ten problem.


Dbałość o rolników, będąca w centrum modelu RWS, nie wiąże się jedynie z chęcią dotarcia do zdrowej żywności. Znaczenie rolnictwa sięga dla nas o wiele dalej. Postulowana przez wielu komentatorów zmiana struktur polskiego rolnictwa na wzór zachodnioeuropejski czy amerykański, to znaczy w stronę wielkich towarowych gospodarstw i niewielkiego zatrudniania w tym sektorze, będzie miała tragiczne skutki dla społeczeństwa i dla środowiska naturalnego. Są to wyludnienie wsi wraz z zanikiem jej kultury oraz zastępowanie zróżnicowanych upraw monokulturami.


Już w latach 2002-2010 liczba gospodarstw rolnych w Polsce spadła o 400 tysięcy z 1,95 do 1,56 miliona, a ich średni obszar wzrósł z 7,4 ha do 8,6 ha. Firmy inwestujące w wielkie gospodarstwa rolne zwykle traktują ziemię jako zasób, który w jak najkrótszym czasie ma przynieść możliwie szybki dochód. Długoterminowy wpływ tego typu produkcji na jakość gleby, wód i różnorodność biologiczną nie jest przy tym brany pod uwagę. W przyszłości ani inwestorzy i menadżerowie, ani ich dzieci, nie będą musieli polegać na urodzaju gleby, na której teraz zarabiają oraz na jakości miejscowego środowiska naturalnego. Jeśli skutki okażą się poważne, po zniszczeniu miejscowych zasobów naturalnych kapitał przeniesie się w inne miejsce lub do innego sektora.


RWS ma pomóc odwrócić trend zaniku drobnych gospodarstw rolnych i zastępowania ich przemysłową produkcją żywności. Tym samym służy on zachowaniu kulturowej i biologicznej różnorodności polskiej wsi.


Historia RWS. Na Świecie i w Polsce


RWS Świerże Panki uznajemy za pierwszy polski RWS. Założony został wiosną 2012 roku, kiedy jeden z autorów tego artykułu, Piotr Trzaskowski, spotkał rolników-aktywistów: Sonię Priwiezienciew i Tomasza Włoszczowskiego. Okazało się, że obie strony już wcześniej znały model RWS. Tak narodził się pomysł założenia grupy w Warszawie.

 

Kilka lat wcześniej Sonia i Tomek, działający w organizacjach ekologicznych tj. Społecznym Instytucie Ekologicznym oraz Fundacji Agrinatura, kupili 6-hektarowe gospodarstwo w miejscowości Świerże Panki 120 km od Warszawy. Eksperymentowali tam z ekologiczną produkcją żywności na własne potrzeby. Natomiast Piotr, który należał wtedy do Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej wraz z Wojtkiem Mejorem z tej samej organizacji szukali nowych sposobów dostarczania warzyw do miasta.


Latem 2012 roku RWS Świerże Panki wystartował z pierwszym, pilotażowym sezonem. Zaczęło się od współpracy z 15 gospodarstwami rolnymi, by w 2013 roku dodać kolejne 8. W tym roku jest plan, by grupę odbiorców warzyw powiększyć do 27 gospodarstw domowych. Sonia i Tomek marzą nawet, by w kolejnych latach liczba ta wzrosła do 100.


W 2014 roku RWS Świerże Panki po raz pierwszy nie było jedynym RWS-em działającym na terenie Polski. Rodzina Kembłowskich, która ma gospodarstwo w Dobrzyniu nad Wisłą, wystartowała z bezpośrednią sprzedażą dla grupy w Warszawie, według modelu RWS. Również Małgosia i Sławek Dobrodzieje, uprawiający ekologiczne warzywa w województwie zachodniopomorskim, założyli dwa, nowe, liczące po 25-30 gospodarstw domowych RWS-y w Poznaniu i Szczecinie. RWS-y Dobrodziejów zostały założone z pomocą uczestników RWS Świerże Panki, ale już RWS Dobrzyń nad Wisłą powstał niezależnie, zainspirowany działalnością RWS Świerże Panki. Miejmy nadzieję, że na tym nie koniec.


Rozwój RWS-ów w Polsce jest częścią globalnego trendu konsumentów szukających alternatywnych sposobów dotarcia do świeżej, ekologicznej żywności, bezpośrednio od rolników, pomijając przy tym system żywnościowy zdominowany przez rolnictwo przemysłowe i supermarkety.

 

Pierwsze znane przykłady RWS-ów pojawiły się w Japonii w latach 70. dwudziestego wieku wraz z narastającymi obawami związanymi z użyciem środków chemicznych w rolnictwie. Grupy te początkowo składały się gównie z pań domu, które umawiały się  z lokalnymi rolnikami na sprzedaż ryżu i innych podstawowych produktów. Japońskie RWS-y nazywają się „teikei”, co tłumaczymy jako „przymierze” lub „sojusz”. Istnieją i rozwijają się do dziś, przybierając najróżniejsze formy organizacyjne.


Model RWS jest współcześnie najlepiej rozwinięty w USA, Austrii i Francji, gdzie nazywa się go AMAP (Association pour le Maintien d’une Agriculture Paysanne), czyli Stowarzyszenie na rzecz Zachowania Rolnictwa Chłopskiego. Setki AMAP-ów, które licznie powstały we Francji po roku 2000 istotnie przyczyniły się do uchronienia przed bankructwem wielu gospodarstw ekologicznych. Grupy z USA zaczęły natomiast niedawno ciekawe eksperymenty z udzielaniem wsparcia rodzinom w potrzebie, tak by mogły pozwolić sobie na zdrowe jedzenie.


Przyjmuje się, że w USA, gdzie ruch rozpoczął się w połowie lat 80. działa obecnie ponad 2 500 RWS-ów. Szacunki dotyczące Europy mówią o 4000 gospodarstw rolnych i 400 tysiącach odbiorców. Trend nie ominął również Europy Wschodniej. Co najmniej 10 grup RWS istniało w 2013 roku w Czechach, a kolejne były w trakcie tworzenia. W Rumunii RWS-y działają w sześciu miastach. W stolicy tego kraju – Bukareszcie – powstaje właśnie już trzeci RWS. Niektóre z gospodarstw rolnych zatrudniają osoby z grup zagrożonych społecznym wykluczeniem. Choć przybierają różne formy, RWS-y istnieją już w praktycznie wszystkich krajach naszego regionu, będąc reakcją na wzrastające uprzemysłowienie produkcji żywności. Część z nich powstała na skutek działań promocyjnych Urgenci, międzynarodowej sieci wsparcia RWS-ów.



RWS w Polsce. Co dalej?


W roku 2014 są już w Polsce 4 grupy używające określenia RWS do opisania zasad, w oparciu o które działają. Przystąpienie do nich w trakcie sezonu, może się jednak okazać trudne. W końcu jednym z celów RWS-u jest zapewnienie rolnikom stabilnego zbytu. Dlatego też zwykle wraz podpisaniem umów RWS-owych ustala się ostateczny skład grupy na cały sezon. Dopiero po jego zakończeniu na wolne miejsce przyjmowane są nowe osoby. Jeśli możesz poczekać, skontaktuj się z istniejącymi RWS-ami i poproś o wpisanie cię na listę osób rezerwowych. Jeśli nie masz z nimi bezpośredniego kontaktu, użyj formularza kontaktowego ze strony www.rws.waw.pl. Postaramy się pomóc.


Cztery grupy to oczywiście mało jak na czterdziestomilionowy kraj z 1,5 mln gospodarstw rolnych. Może więc chcesz postarać się o założenie nowej grupy?


Od czasu wydania w bieżącym roku pierwszego polskojęzycznego przewodnika na ten temat, zadanie jest sporo łatwiejsze  – "Rolnictwo Wspierane przez Społeczność: partnerstwo między rolnikami a konsumentami. Praktyczny przewodnik". Do założenia każdego RWS-u potrzeba kilku nieodzownych elementów: rolników, grupy zorganizowanych i zmotywowanych konsumentów, ziemi, wizji współpracy, planu działania, czasu na zawiązanie współpracy.


Kolejne kroki zależą od tego, które z powyższych elementów masz już zorganizowane. W trakcie sezonu RWS działa bardzo sprawnie, bez konieczności zarządzania nim, jednak założenie grupy wymaga kilku tygodni pracy. Tylko w wyjątkowych wypadkach, kiedy mamy zarówno zorganizowaną grupę, jak i rolników gotowych rozpocząć współpracę, można zakończyć całość w dwa tygodnie. Najlepszym okresem na zakładanie RWS-u jest czas przed obsianiem pól, czyli zima. Jednak, jeśli znajdziecie producenta, który uprawia interesujące was produkty, to nawet w środku lata możecie się umówić na próbne kilka tygodni działania RWS-u. W następnym roku zaplanujecie już uprawy wspólnie pod kątem potrzeb osób z RWS-u.


Szukając rolników


Do RWS-u trzeba dwojga – dwóch stron: odbiorców warzyw oraz rolników. Dla osób z miasta znalezienie tych drugich to często duże wyzwanie. W końcu niewielu miastowych spotyka na na co dzień rolników lub ma ich wśród znajomych na Facebooku.


Są jednak sposoby na poradzenie sobie z tym problemem. Najlepiej rozpocząć poszukiwania od rozeznania się, czy w twojej okolicy są już rolnicy, którzy prowadzą sprzedaż bezpośrednią, przyjeżdżając do miasta z produktami. Będą już mieli grono zaufanych odbiorców oraz samochód, którym produkty dowożą. Takich producentów można też poszukać na bazarach i targowiskach. Im szerszą ofertę mają już dziś, tym łatwiej będzie wam skomponować wystarczająco zróżnicowane paczki dla RWS-u.


Rolników możesz też znaleźć poprzez istniejące organizacje rolnicze, np. Ekoland, która ma oddziały w wielu częściach Polski. Możesz również spotkać się ze słuchaczami szkół i uczelni rolniczych. Jeśli zależy ci na dotarciu do certyfikowanych rolników ekologicznych, to możesz ich znaleźć przez strony internetowe jednostek odpowiedzialnych za przyznawanie certyfikatów rolnictwa ekologicznego.


RWS jest w Polsce pomysłem nowym, więc przygotuj się na to, że będziesz musiał wytłumaczyć, jak działa ten nietypowy sposób współpracy. Wysłanie e-maili raczej nie wystarczy, szczególnie, że wielu rolników nie korzysta z nich na co dzień. Zacznij od telefonu. Potem przyjdzie czas na spotkanie. Aby RWS powstał, musicie się poznać, porozmawiać i zbudować zaufanie. Dla większości rolników najmocniejszym argumentem będzie pewność zbytu, jaką możecie zaoferować oraz jego skala. Pomóc może skontaktowanie ich z rolnikami z istniejących RWS-ów.


Szukając odbiorców warzyw


Grupa RWS działa najlepiej wówczas, gdy wszystkie strony dobrze się znają i lubią. Dotyczy to nie tylko relacji z rolnikami, ale również stosunków wewnątrz grupy odbiorców. Rolnik chętny do wypróbowania modelu RWS powinien więc szukać grupy odbiorców przez istniejące instytucje i grupy nieformalne, np. organizacje o profilu ekologicznym, stowarzyszenia młodych matek czy ośrodki kultury. Jeśli już uda się znaleźć jedną, dwie osoby z miasta, którym model RWS się spodoba, będziecie na dobrej drodze. Osoby te staną się liderami, którzy uruchomią własne sieci kontaktów społecznych, aby zebrać grupę. Dobrym sposobem na zidentyfikowanie takich osób jest zainicjowanie otwartego spotkania na temat modelu RWS. W zorganizowaniu go mogą pomóc lokalni liderzy, szkoły lub organizacje społeczne. Aby lepiej się poznać i zbudować zaufanie, rolnik może zaprosić osoby chętne na wizytę w gospodarstwie. Pomóc mogą też istniejące RWS-y. W 2014 roku dwie osoby z działajacego w Warszawie RWS Świerże Panki (Julia Olszewska oraz autor tego artykułu) pomogły rolnikom z okolicy Szczecina zbudować nowe grupy RWS w Szczecinie i Poznaniu.



Kiedy rolnik spotka grupę odbiorców


Kiedy uda się już zbudować grupę, która będzie miała swojego rolnika, przechodzimy do finałowej części tworzenia nowego RWS-u: ustalenia warunków współpracy. Kluczowe będzie tu sformułowanie oferty, czyli określenie tego, jakie produkty ma zamiar dostarczać oraz ile to będzie kosztowało. Najlepiej jeśli taka propozycja powstanie w wyniku dyskusji obu stron na temat potrzeb, możliwości produkcji oraz zasobności grupy odbiorców.


„RWS nie opiera się na produkcji jak najtańszej żywności. Mimo że jego celem jest zapewnienie tańszej niż z innych źródeł żywności, chodzi w nim również o jej jasną i sprawiedliwą wycenę. Głównym celem rolników jest długoterminowe utrzymanie gospodarstwa, a nie maksymalizacja zysku w krótkim terminie. Cena, którą rolnicy wspólnie ustalają z konsumentami, ma pokryć koszty utrzymania gospodarstwa i pracy włożonej w uprawę i dowóz żywności.”


Kolejnym ważnym elementem tworzenia RWS-u jest ustalenie miejsca i czasu odbioru. Pamiętajcie, by zająć się tym możliwie wcześnie, gdyż niektóre miejsca lub zakres czasowy odbioru nie będą akceptowalne dla wszystkich. Od tego zależy ich uczestnictwo w grupie. Wiele RWS-ów podsumowuje wszystkie te ustalenia, podpisując umowę lub formułując regulamin grupy. Pozwala to uniknąć wielu nieporozumień.


Kilka RWS-ów już w Polsce istnieje. Warto skorzystać z ich doświadczeń, użyć dokumentów już przygotowanych czy zapytać o sposoby przezwyciężenia napotkanych trudności. Zaproszenie na spotkanie kogoś z doświadczeniem działania w takiej formule może być sposobem na zainteresowanie innych modelem RWS i zainicjowanie nowej grupy.


Nie całkiem zakończenie


Dwa lata po tym, jak w Polsce powstał pierwszy pilotażowy RWS, jesteśmy w ekscytującym momencie. Coraz więcej ludzi dowiaduje się o modelu i jest zainteresowanych eksperymentowaniem z nim. Przy tym RWS-y to tylko fragment dynamicznej i powiększającej się sceny aktywistów zajmujących się tematyką żywności. Kontekst działalności tego ruchu jest jednak trudny. Sektor rolniczy w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej dryfuje w stronę przyszłości stojącej pod znakiem dominacji farm przemysłowych, monokultur i towarzyszącemu jej zanikowi rolnictwa rodzinnego. Raczej nie zdołamy zachować wszystkich gospodarstw rodzinnych, lecz z pewnością będziemy się starać!


O autorach:


Piotr Trzaskowski jest aktywistą na rzecz suwerenności żywnościowej. Działa w Warszawskiej Kooperatywie Spożywczej. Brał udział w tworzeniu pierwszej w Polsce grupy działającej według modelu Rolnictwa Wspieranego przez Społeczność: RWS Świerże Panki, a później grup RWS w Poznaniu i Szczecinie. Jest członkiem partii politycznej Zieloni 2004.


Claudia Ciobanu jest niezależną reporterką z Warszawy, która pisze o aktualnych problemach środowiska naturalnego i ruchach społecznych dla międzynarodowych mediów. Pracuje również w sektorze NGO.

Najnowsze i najpopularniejsze dawki wiedzy

Zamknij

Podaj tutaj swój adres email: