Blog


Odszkalnianie na co dzień, czyli Unschooling

autor: Marianna Kłosińska / 21 Czerwiec 2016

Ogrom niezwykłych zmian wydarzył się w moim świecie, odkąd cztery lata temu mój, wówczas 11 letni, syn i jego troje przyjaciół zaczęli się uczyć poza szkołą. Dzięki nim portal Stressfree.pl opublikował pierwszy artykuł w języku polskim o unschoolingu

Dziś takie publikacje znajdziemy w niemal każdym czasopiśmie parentingowym. Sama jako praktyczka Unschoolingu i jedna z liderek ruchu na rzecz edukacji alternatywnej udzieliłam już wielu wywiadów. Polska sieć pęka od newsów na temat szkół bez ławek i stopni. Na portalach społecznościowych jak grzyby po deszczu powstają coraz to nowe grupy tematyczne związane z alternatywą, coraz więcej o tym blogów, pączkują grupy unschoolingowe, powstają szkoły demokratyczne… Szczypię się czasem w ramię, żeby sprawdzić, czy nie śnię. Tak trudno mi uwierzyć, że jeszcze niedawno byłam kimś zupełnie innym, w zupełnie innym świecie.


Przeczytałam niedawno na jednym z portali społecznościowych: “To wszystko bardzo fajnie wygląda. Nie umiem jednak odeprzeć dwóch argumentów przeciw - zahermetyzowania w pewnej małej grupie, co może prowadzić do niezaradności w relacjach społecznych. Dwa - co potem? Edukacja średnia, wyższa? Kiedyś nastanie moment, że alternatywa nie wystarczy; ja mogę być mentorem życia, zasad i idei dla moich dzieci (i mam nadzieję, że jestem), ale nie mam wiedzy w każdym wąskim zakresie, w jakim mogą podążyć ich zainteresowania… więc nieuniknione może być kiedyś podjęcie edukacji systemowej. Poza tym cale nasze życie… opiera się o jakiś system. Nie unikniemy tego… szkoły powinny po prostu rozwijać swój światopogląd, mniej wciskać wiedzę, a bardziej zaciekawiać. Ja takiej szkoły życzyłabym moim dzieciom” .

Czy właśnie tak myślałam kilka lat temu?

Unschooling to dla mnie wyjście z klatki, w której mnie zamknięto w procesie skolaryzacji, odbierając mi świadomość tego, że poza nią istnieje cokolwiek innego. Przypominam sobie małą, upartą, wiecznie wiercącą się, niepokorną dziewczynkę, która nigdy niczego się nie nauczyła, jeśli sama nie była do tego przekonana. Słabnę przypominając sobie, ile wysiłku wkładano, aby mnie w mojej żądzy zdobywania świata złamać, zawężając mój horyzont do ciasnych reguł czterech ścian szkolnej sali. 

Jak to możliwe, że w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy zaczęły przychodzić na świat moje dzieci, nie byłam w stanie wyobrazić sobie świata bez szkoły? Jak to możliwe, że dałam sobie wmówić, że jest ona tak samo niezbędnym warunkiem przeżycia jak oddychanie? Absurd? Owszem. Niestety, jest to sposób myślenia większości moich rówieśników - rodziców dzieci urodzonych na początku XXI wieku.


Unschooling to stan umysłu

Trzeba samemu być unschoolersem, żeby umożliwić swoim dzieciom wzrastanie bez szkoły. Trzeba w pierwszej kolejności odszukać w sobie tę małą dziewczynkę, która wspinała się na drzewa, zawzięcie szydełkowała, wynalazła szybkiego Billa na trzepaku i łaziła po zewnętrznym parapecie drugiej kondygnacji budynku szkolnego, żeby wygrać zakład z chłopakami. Gdy się ją odnajdzie i się nią zachwyci, przyjdzie kolej na głęboką miłość i szacunek dla autonomii siebie sześcio-, dziesięcio-, nastoletniej. Kto po takiej wyprawie wgłąb siebie zdoła zmusić swoją Pippi Langstrumpf do siedzenia 45 minut w jednym miejscu? Kto uzna to za ludzkie? 

Kiedy już uszanujemy siebie samych w naszym dzieciństwie, jesteśmy gotowi uszanować autonomię naszych dzieci i tu powinien zacząć się unschooling. Czy na pewno?

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce zbiór reportaży Witolda Szabłowskiego “Tańczące niedźwiedzie”. Autor opisuje przywracanie wolności zwierzętom tresowanym od urodzenia. Szabłowski przy pomocy bardzo sugestywnej metafory pokazuje nas - postkomunistycznych. W moim odczuciu nas postszkolnych - tresowanych w pruskim modelu edukacji. Niedźwiedzi uczy się wolności w rezerwacie, ale pozbawia się je doświadczenia rodzicielstwa. Ponoć niedźwiedź raz zniewolony nie nauczy wolności swego potomstwa. Niosąc tę  smutną refleksję spotkałam się z Agnieszką Stein. Uśmiechnęła się. “U naczelnych jest inaczej” - powiedziała. 

Wkrótce potem odkryłam książkę „Antykruchość” Nassima Nicholasa Taleba. Odkryłam antykruchość w sobie i zrozumiałam, że mój instynkt samozachowawczy i intuicja wiodące mnie przez meandry wyzwań, porażek i prokrastynacji do ogromnej satysfakcji, poczucia sensu i szczęścia to model życia, jakiego nikt nigdy nie byłby w stanie dla mnie zaprojektować. Poddałam się naturze, nie szkole.


Czy w Polsce da się realizować unschooling?

Faktycznie. Nasze życie diametralnie się odmieniło, odkąd przestaliśmy zmuszać nasze dzieci do nauki. Zdecydowaliśmy się na edukację poza szkołą, ale nadal spełniamy obowiązek szkolny. Okazało się, że nasze dzieci potrafią świadomie zaakceptować warunki brzegowe polskiego systemu prawnego i umiejętnie radzą sobie z zaliczeniem kolejnych etapów edukacji, bez ograbiania siebie z możliwości decydowania o tym co, kiedy i jak robią. Dzięki temu rozwijają się przede wszystkim w tych obszarach, które są związane z ich osobistymi potrzebami. Rozpychają się w świecie łokciami na tyle mocno, na ile są w stanie i na tyle, na ile je to bawi. Mają nasze zaufanie, wsparcie, akceptację i miłość. Często wymaga to od nas zderzenia się z naszymi własnymi paradygmatami, dostrzeżenia stereotypu w pozornym rozsądku. Dzięki naszym dzieciom uczymy się sami. Uwielbiamy długie rozmowy, wspólne czytanie, oglądanie filmów, spacery. Lubimy długo spać. Marcelina rozkręciła szafę wnękową w swoim pokoju. Od kilku tygodni przemalowuje podłogę i stolarkę. Planuje podróże i zaczyna je realizować bez naszego wkładu finansowego. Olek spędził dwa miesiące w Meksyku, a teraz zajmuje się grafiką komputerową. Julia na dziekance zdała rozszerzoną maturę z polskiego. Juliusz, mój mąż, nareszcie może funkcjonować w zgodzie ze swoim rytmem dobowym, co oznacza, że z naszego domu zniknęła poranna histeria związana ze zdążeniem gdziekolwiek na ósmą rano. Nasze życie przestało być regulowane dzwonkami szkolnymi. Ja własną aktywność zawodową całkowicie zintegrowałam z przecieraniem szlaku moim dzieciom. Fundacja, którą założyłam, organizuje już nie tylko wolne wakacje dla dzieci, ale i wolną szkołę. Ostatnie lato było dla mnie ogromnym wyzwaniem ponieważ podjęliśmy się zorganizowania międzynarodowej konferencji. Dla wielu ludzi stała się przełomem w myśleniu o relacjach w ogóle, o tworzeniu społeczności szkolnych, o tym czym szkoła nie jest i o tym czego chcą dla swoich dzieci, a nasze dzieci znów się uczyły. Wolontariat i poznawanie ludzi. Ogrom doświadczeń i szczęścia. W ogóle taka jakoś dziwnie szczęśliwa z nas rodzina. Od mniej więcej czterech lat. :)


Skąd wziął się unschooling?

Połowa poprzedniego stulecia. John Holt, amerykański pisarz i pedagog, po latach pracy w szkole klasycznej przekonuje się, że reforma systemu szkolnego nie jest możliwa. Zaczyna być gorącym zwolennikiem edukacji domowej, czemu daje wyraz w licznych publikacjach.  Uważając, że “dzieci wyposażone w bogate i stymulujące środowisko uczenia się będą dowiadywać się, tego na co są gotowe, co pozwoli im samym zorientować się, czego chcą się nauczyć" stał się jednym z pionierów ruchu społecznego uwalniającego dzieci od przymusowego szkolnictwa.

Mija właśnie 30 lat od jego śmierci i ponad 100 odkąd w pedagogice pojawili się ludzie, których możemy nazwać pionierami ruchu antypedagogiki - spójnej z koncepcją unschoolingu. Wśród nich Janusz Korczak z jego ideą emancypacji dziecka i A.S. Neill - twórca Summerhill. Obaj prowadzili placówki, w których udowodnili, że dzieci są w stanie uczyć się i rozwijać w środowisku niedyrektywnym tworząc zdrową społeczność. 

Edukacja alternatywna jest jednym z chętniej badanych tematów pedagogiki akademickiej, powstają dziesiątki prac naukowych i artykułów w mediach.  Zastanawiającym jest, dlaczego pomimo rozpędzonej machiny cywilizacyjnej i szybkiego rozwoju technologii struktura i kondycja szkoły klasycznej w zasadzie nie ulegają zmianie, w niewielkim stopniu czerpiąc z ponad stuletniego dorobku pedagogów, praktyków i badaczy tematu odszkalniania. 

Nurt antypedagogiczny, w który wpisuje się przekonanie Holta o tym, że dzieci nie powinny być zmuszane do nauki oraz jego wiara, że dzieci ucząc się naturalnie, w wolności, mają potencjał, by zadbać o własne interesy i wykorzystają do tego bogaty asortyment wszelkich dostępnych środków, zaczęto nazywać unschoolingiem.

John Holt napisał dziesięć książek, które wraz z wydawanym przez niego periodykiem znacząco wpłynęły na ruch unschoolingu na świecie. W Polsce w 2007 roku wydano jedną z ostatnich jego publikacji “Zamiast edukacji. Warunki do uczenia się przez działanie”.


Unschooling i Bullerbyn

Rok 2007 ma ogromne znaczenie dla mnie osobiście. Uwieńczyłam wówczas swoją dotychczasową edukację osobistą projektem, który zaistniał dzięki oddolnej rodzicielskiej inicjatywie.

Dziś, patrząc wstecz, odnoszę wrażenie, że był to jeden z niezbędnych elementów wiązania, które musiało powstać, aby w temacie polskich szkół coś się w końcu ruszyło. Nie incydentalnie, a w formie szerokiego ruchu społecznego, w którym połączą swoje siły pedagodzy i rodzice, dotychczas podzieleni na dwa fronty w bitwie o dziecko w szkole klasycznej.

Może właśnie dlatego, że nie jestem pedagogiem z wykształcenia, mam możliwość skorzystania w pełni z perspektywy rodzica i czerpania z własnego dzieciństwa w realizacji swojego rodzicielstwa w najlepszy możliwy sposób, również w krytycznym spojrzeniu na instytucję szkoły.

W 2007 roku byłam młodą matką trojga dzieci. Zafascynowana psychologią kreatywności, po studiach artystycznych, pracowałam w przedszkolach i szkołach, które pieczołowicie wybierałam dla swoich dzieci. Prowadziłam “creative works”. Tego lata umówiłam się z przyjaciółmi, że zajmę się ich dziećmi w naszym domu na podwarszawskiej wsi. Na podwórku stanęło w kręgu kilka namiocików i przez dwa tygodnie miałam pełne ręce roboty opiekując się ponad dwudziestką dzieci w różnym wieku. O tych wakacjach mogłabym napisać osobną książkę, ale dla potrzeb tego artykułu wspominam moment, który stał się kluczem unschoolingu w moim życiu.

Założyłam Fundację Bullerbyn i zajęłam się organizowaniem wakacji dla dzieci. Zależało mi na tym, by stworzyć wspólnotę dzieci i dorosłych: rodziców i wychowawców, wspierając budowanie więzi opartych na szacunku i zaufaniu. Jeszcze wtedy nie miałam pojęcia, że już zaczynam realizować unschooling i tworzyć szkołę demokratyczną. Nie wiedząc o tym przygotowywałam pod to grunt społeczny. Wokół Wiosek Bullerbyn zaczęły się gromadzić setki rodzin i dziesiątki młodych ludzi, którzy chcieli pracować z dziećmi. Wszystkich dorosłych zaprosiliśmy do zainwestowania w swój rozwój osobisty na rzecz dzieci. Warunkiem pracy podczas Wioski Bullerbyn był udział w rocznej Akademii Wychowawców Bullerbyn ze stażem pod superwizją. Rodziców dzieci, które do nas przyjeżdżały zaprosiliśmy na warsztaty umiejętności wychowawczych. Dzięki temu wysiłkowi dzieci w Wiosce Bullerbyn zyskały uważnych dorosłych w naturalnym środowisku, w którym mogły po prostu się bawić. Bawić się piaskiem, wodą, patykami, chodząc po drzewach, budując domki na drzewie i błotne konstrukcje, doświadczając wielu innych rzeczy na zasadach, które dyktowały im ich potrzeby. Wśród tych potrzeb na pierwszym planie była potrzeba bezpieczeństwa i akceptacji w grupie. Dzieci różnie sobie z tym radziły. Często potrzebowały wsparcia dorosłego, dlatego skupiliśmy się na tym, aby to wsparcie było i by było dla dziecka budujące. 

Podczas wakacji nie obowiązuje nas jako organizatorów wypoczynku i jako rodziców obowiązek szkolny, ani obowiązek nauki. Wymogi kuratoryjne dotyczące planów pracy, zdają się mieć w swej intencji konieczność zabezpieczenia dzieciom wartościowo zorganizowanych kolonii. Kontrole wymagają od nas prowadzenia dokumentacji potwierdzającej, że dzieci są otoczone odpowiednią opieką. Nikt nas nie wylicza z siatki godzin i realizacji podstawy programowej. To dlatego w rozwijaniu projektu mogliśmy się skupić nad aspektem umiejętności społecznych. Program i plany pracy wychowawców stały się, tylko i aż, źródłem pomocy w sytuacjach, kiedy dzieci potrzebowały silniejszego wsparcia ze strony dorosłych, którzy nie mając wcześniejszego doświadczenia pracy w wolnej szkole, potrzebowali sięgać do stworzonego przez siebie curriculum. Zwłaszcza na początku pobytu dziecka. W miarę upływu czasu, im dzieci czuły się bezpieczniej, tym chętniej korzystały z własnych pomysłów na zabawy i tym więcej zdobywały wiedzy o sobie samych i o tym, co je otacza. Co więcej, chętnie dzieliły się własną wiedzą i własnymi umiejętnościami. Dzieci uczyły się od siebie nawzajem. Często powstawały “projekty”, do których dzieci zapraszały dorosłych jako specjalistów, sięgały do bullerbynowej biblioteki po wiedzę. Odczuwam sporą konsternację opisując zabawę dzieci takim językiem. Wolałabym żyć w świecie, w którym wartość zabawy byłaby dla wszystkich oczywista.  Tymczasem najczęstszy zarzut wobec placówek alternatywnych, który słyszę w Polsce, to właśnie stawianie zabawy w antytezie do nauki, czy pracy. By rozjaśnić to fałszywe przekonanie warto sięgnąć do publikacji psychologa Peter’a Gray’a, na jego blogu oraz do wydanej ostatnio po polsku książki “Wolne dzieci. Jak zabawa sprawia, że dzieci są szczęśliwsze, bardziej pewne siebie i lepiej się uczą?”.


W 2007 roku na polskim rynku pojawia się “Zamiast edukacji” Johna Holta i zaczyna działalność Fundacja Bullerbyn. W Polsce wrze ruch związany z rozwojem osobistym. Coraz odważniej mówi się o wsparciu psychologicznym. Rodzice, którzy idą do poradni uzyskują społeczną aprobatę jako “świadomi”. Powstaje coraz więcej organizacji zajmujących się “parentingiem”, skupiając rodziców, którzy wcześniej “rodzili po ludzku”. Wychowanie staje się wyzwaniem, za którym idzie własny rozwój osobisty. Dzieci od urodzenia otrzymują od nas poszanowanie ich autonomii. Karmimy piersią zgodnie z potrzebami dziecka, później dajemy wybór tego co chce jeść. Nosimy w chuście. Jesteśmy zwolennikami “rodzicielstwa bliskości”. Tak przygotowani, ze zdrowo rozwijającymi się dziećmi stajemy u wrót przedszkola, gdzie zaczyna się kłopot. Szkołę odbieramy jak porażkę w batalii o dziecko. Widzimy niezgodność tego co już wiemy, tego w co wierzymy z tym, co oferuje ciasny system edukacji. Epicentrum naszej pokoleniowej niezgody to bunt sześciolatków w ruchu społecznym “Ratujmy maluchy”.

W 2012 roku moim dzieciom “grozi widmo gimnazjum”. Od ponad roku projektujemy w Fundacji własną szkołę, ale czegokolwiek nie wymyślimy, nie jesteśmy usatysfakcjonowani. W końcu porzucamy tę koncepcję. 

Razem z Małgosią odkrywamy unschooling i docieramy do środowisk edukatorów domowych. Po roku włączymy się w ruch edukacji demokratycznej tworząc pierwszą w Warszawie grupę inicjatywną, której uczestnikami są rodzice z całej Warszawy. Wraz z grupą z Poznania szukamy sposobu na to, by w realiach polskiego prawa stworzyć naszym dzieciom warunki do uczenia się w polskiej “Summerhill”. Wkrótce rozdzielimy się na 3 odrębne grupy. 2013 rok - w Warszawie ruszają trzy szkoły demokratyczne, w Poznaniu dwie. Pączkowanie, czy może bardziej bąblowanie się rozpoczęło. Kocioł niezadowolenia rodziców wrze, czego efektem są nowo powstające grupy unschoolingowe działające na zasadach szkół demokratycznych. Lato 2015 w Polsce to międzynarodowy zjazd szkół demokratycznych EUDEC na którym pojawia się przeszło siedemset osób. Zaraz potem bierzemy udział w organizowanym przez MEN i IBE 3. Kongresie Edukacji Polskiej w całości poświęconym oddolnym inicjatywom “budzących się szkół”. Mnożą się konferencje i spotkania zwolenników alternatywnej edukacji. Mnożą się oddolne inicjatywy. Nowe idzie z impetem.


Co teraz?

Moje dzieci rozpoczynają właśnie czwarty rok edukacji poza szkołą. Fundacja Bullerbyn prowadzi dwie grupy unschoolingowe. Wspieramy w nich kilkadziesiąt rodzin. Pomagamy też w tworzeniu autonomicznych grup. Dzielimy się swoim doświadczeniem podczas zjazdów szkół demokratycznych. Fundacja Bullerbyn jako członek EUDEC była w tym roku głównym organizatorem międzynarodowego zjazdu środowisk edukacji demokratycznej w ramach którego odbył się dwudniowy nieodpłatny festiwal INSPIRE THE FUTURE, który zgromadził praktyków i sympatyków edukacji demokratycznej z całej Europy. Absolutnie wyjątkowe doświadczenie autentycznych spotkań z ludźmi. Tęsknimy za tą atmosferą. Dlatego dalej zamierzamy bąblować.

Fundacja prowadzi poradnię psychologiczno-pedagogiczną, gdzie m.in. udzielamy indywidualnych konsultacji dla rodzin, które rozważają zmianę życiową związaną z unschoolingiem. Konsultacji psychologicznych udziela Magdalena Kidoń - psycholog i psychoterapeuta Gestalt i trener, która od 2010r. zajmuje się w Fundacji wsparciem merytorycznym i pracuje bezpośrednio z kadrą i rodzicami w bullerbynowych grupach unschoolingowych. Będąc w ciągłym doświadczeniu tworzymy know how Fundacji Bullerbyn. Ten swoisty system naczyń powiązanych, który tu naturalnie powstał, tworzy przestrzeń nowoczesnego rozwiązania biznesowego w obszarze odpowiedzialności społecznej. Nowoczesnego ponieważ wpisuje się idealnie w nurt kluczowych zmian w biznesie, o których mówi np. profesor Andrzej Blikle zwracając uwagę na potrzeby autonomicznych ludzi współtworzących swoje środowisko pracy. Nowoczesny biznes to społeczność wzajemnego zaufania. Z pełnym przekonaniem twierdzę, że właśnie nasza postawa to najistotniejszy czynnik dający naszym dzieciom źródło do zdrowego i satysfakcjonującego ich dorosłego życia. 


Najczęściej zadawane pytania rodziców zadawane na konsultacjach w Fundacji Bullerbyn
FAQ (ang. Frequently Asked Questions)

1. Unschooling? Jakie niepolskie słowo! Co to właściwie jest i skąd się to w ogóle wzięło?

Unschooling – forma edukacji, w której uczenie się opiera się na zainteresowaniach, potrzebach i celach ucznia. Można spotkać się też z określeniami: naturalne uczenie się, uczenie się prowadzone/kierowane przez dziecko, uczenie się poprzez odkrywanie. (...) Unschooling jest zwykle uważany za rodzaj edukacji domowej, która polega po prostu na edukowaniu dzieci w domu zamiast w szkole. (...) odróżnia się od innych form edukacji domowej tym, że edukacja danego ucznia nie jest kierowana przez nauczyciela ani przez program nauczania (Wikipedia). Szerzej na to pytanie odpowiadam w części “ Skąd wziął się unschooling?”

2. Ale czy pozbawienie dziecka szkoły nie jest dla niego krzywdą?

Wszystko oczywiście zależy od okoliczności. Sam fakt chodzenia, czy też nie chodzenia do szkoły nie przesądza o tym, czy dziecko dozna krzywdy. Na unschooling decydują się zazwyczaj rodzice bardzo świadomi tego kroku, mający konkretny pomysł na to, jak zapewnić swojemu dziecku dobrostan. Podstawowym warunkiem unschoolingu jest zaufanie dorosłego wobec dziecka. Jeśli wierzysz w to, że Twoje dziecko ma potencjał do tego, by dokonywać sensownych wyborów, by brać odpowiedzialność za swoje decyzje i uczyć się na błędach, to wówczas unschooling jest dla Ciebie. Jeśli nie, rezygnacja ze szkoły może być dla Was źródłem udręki. Niekiedy rodzice rezygnują ze szkoły działając w efekcie totalnego niezadowolenia z systemu. Wydaje im się, że wszystko będzie lepsze od szkoły klasycznej. Zdarza się, że wówczas identyfikują unschooling w warunkach polskiego prawa z koniecznością dopilnowania dziecka w przygotowaniu się do zdawania egzaminów kwalifikacyjnych i wchodzą w rolę egzekutorów wiedzy. Taka sytuacja może rodzić ogromną frustrację. Moim zdaniem lepiej, aby wówczas dziecko zostało w szkole klasycznej i razem z rodzicem utyskiwało na jej mankamenty, mając w rodzicu wsparcie, wiedząc, że w trudnych sytuacjach będzie go miał po swojej stronie.

Niektórzy widzą tę krzywdę w upadku etosu wiedzy ogólnej, której znajomość jest wyznacznikiem statusu społecznego. Pojęcia sprawiedliwości społecznej i równych szans edukacyjnych są dla tych osób wartościami nadrzędnymi, co determinuje wymuszanie na dzieciach znajomości tej wiedzy. Trudno wówczas zaakceptować sytuację, w której nasze dziecko jako osoba dorosła wykaże jej brak. Przewidujemy, że doświadczy wówczas wstydu i upokorzenia, takiego samego jakiego doświadczamy podczas odpowiedzi ustnej przy tablicy.  Unschooling dewaluuje pojęcie wiedzy elementarnej dając każdemu człowiekowi prawo do zdobywania wiedzy, pośród ogromu obecnie dostępnej. Jako matka unschoolerka doceniam każde doświadczenie dziecka i dzięki temu wspieram je w tym, by te doświadczenia, niezależnie od tego czy są percypowane jako błąd, porażka, czy sukces, były dla niego budujące. Wiem, że zasoby, które ma od narodzin, które już zdobyło i te, które zdobędzie są dla niego wystarczającym źródłem poczucia własnej wartości w byciu empatycznym wobec świata.


3. Jak to, dziecko robi to, co chce? Czy ono się w ten sposób w ogóle czegoś nauczy? A czy są już ludzie którzy "skończyli" taki unschooling i co oni w życiu robią? Czy takie dziecko poradzi sobie w normalnej szkole? A co ze studiami? Co z językami obcymi?

By zrozumieć, że nie warto się o to martwić odsyłam do pełnej publikacji opartej na badaniach Petera Greya i Giny Riley “A Survey of Grown Unschoolers I, II, III i IV”  cytując fragment: “W skrócie, okazało się, że większość z nich w życiu zawodowym realizuje kariery, które są przedłużeniem ich zainteresowań i pasji, kontynuacją zrodzonej w dzieciństwie zabawy. Najchętniej wybierają aktywności zawodowe, które są dla nich sensowne, ekscytujące i radosne przedkładając to nad karierę, która jest potencjalnie bardziej opłacalna. Wysoki odsetek badanych poświęciło się twórczości artystycznej i całkiem sporo (w tym 50% mężczyzn) wybrało branżę technologiczną i naukową. Zdecydowana większość z nich prowadzi własny biznes.”

4. Mam żal do moich rodziców, że nie docisnęli mnie z graniem na pianinie albo z grą w tenisa. Podobno, żeby wyrobić w czymś mistrzostwo potrzeba 1000 godzin wytrwałej pracy ku mistrzostwu, a moi rodzice poddali się mojemu słomianemu zapałowi. Boję się, że moje dziecko też będzie żywiło taki żal do mnie.

Ten sposób myślenia jest zgodny z koncepcją kształtowania/kształcenia człowieka z nieuniknionym w tej sytuacji uprzedmiotowieniem dziecka, jako osoby niezdolnej do podejmowania samodzielnych, trafnych wyborów, wymagającej formowania z zewnątrz. Konsekwencją takiego formowania jest uznanie, że nasze życie jest zależne od czynników zewnętrznych i per saldo niezależne od nas samych. Twój żal zatem jest uzasadniony i żal Twoich dzieci do Ciebie również. Inaczej będzie, gdy spojrzysz na swoje życie jak na procesy współzależności, gdzie Twoje własna aktywność ma znaczenie. Wówczas Twoje własne działanie w obrębie własnego życia zobaczysz jako najistotniejsze. To Twoje decyzje, zależne od Twoich wyborów czynią Cię odpowiedzialnym za siebie. Uznanie swojej autonomii jest pierwszym krokiem do tego, żeby uznać innych i docenić wartość współzależności. Relacje nabierają wagi. Przestajesz wywierać presję na sobie i swoim otoczeniu i zaczynasz współdziałać dla swojej korzyści dostrzegając, że jest ona możliwa jedynie wówczas, gdy korzyść wyniesie z tej relacji Twoje otoczenie. Dokładnie ten sam proces dotyczy relacji z naszymi dziećmi. Kiedy dostrzegamy własną odpowiedzialność w kontakcie z dzieckiem naszą rolą staje się nie kształtowanie dziecka a wspieranie go w rozwoju. Jako dorośli mamy inną skalę możliwości co powoduje, że możemy ją wykorzystać w różny sposób wobec małego dziecka, które jest od nas zależne. Ważne abyśmy od samego początku byli wrażliwi na własne potrzeby i na potrzeby tego konkretnego dziecka. Niestety, obecnie w naszej kulturze wymagane jest frustrowanie tych potrzeb w imię idei zaczerpniętych z autorytetów promujących konkretne metody wychowawcze. Stajemy się autorytarni i wobec siebie i wobec dziecka niszcząc naturalne więzi. Płaczące w nocy dziecko zostawiamy sobie samemu, bo “musi się nauczyć zasypiać samo”. Tymczasem spokojny sen, uzależniony od głęboko osadzonego poczucia bezpieczeństwa, staje się głębokim snem uzależnionym od ucieczki w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Dziecko w tej sytuacji uczy się bezradności w relacji z najbliższymi. Przestaje sięgać po wsparcie. Uczy się, że będzie bezpieczne tylko wówczas, gdy się wirtualnie odseparuje od swojej potrzeby. Gdy dorasta w kulcie dostosowywania się do norm kosztem swoich potrzeb, zaczyna wierzyć w to, że to te normy regulują poziomem jego szczęścia i satysfakcji. Zaczyna się sztafeta dostosowywania się do różnych systemów i to one i reprezentujący je ludzie stają się, w naszym wyobrażeniu, odpowiedzialne za poziom satysfakcji z życia. To właśnie ten mechanizm sprawia, że mamy żal do naszych rodziców o to, że nas nie dopilnowali. Natomiast rzeczywisty żal dotyczy czegoś zupełnie innego.


5. Jak to się robi? Czy to zgodne z prawem? Jak sobie z tym ludzie radzą? Jak to pogodzić z pracą zawodową?

Zgodnie z prawem dziecko realizuje obowiązek szkolny poza szkołą. Ustawa o systemie oświaty z dnia 7 września 1991. (z późn. zm.) reguluje zasady nauki w trybie realizacji obowiązku szkolnego poza szkołą:

"Art. 16 Na wniosek rodziców dyrektor odpowiednio publicznego lub niepublicznego przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko zostało przyjęte, może zezwolić, w drodze decyzji, na spełnianie przez dziecko odpowiednio obowiązku, o którym mowa w art. 14 ust. 3, poza przedszkolem lub inną formą wychowania przedszkolnego i obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą. Zezwolenie, o którym mowa w ust. 8, może być wydane przed rozpoczęciem roku szkolnego albo w trakcie roku szkolnego, jeżeli do wniosku o wydanie zezwolenia dołączono:    
opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej;  
oświadczenie rodziców o zapewnieniu dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia;
zobowiązanie rodziców do przystępowania w każdym roku szkolnym przez dziecko spełniające obowiązek szkolny lub obowiązek nauki do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w ust. 11.
Dziecko spełniające obowiązek szkolny lub obowiązek nauki poza szkołą otrzymuje świadectwo ukończenia poszczególnych klas danej szkoły po zdaniu egzaminów klasyfikacyjnych z zakresu części podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia, uzgodnionej na dany rok szkolny z dyrektorem szkoły, przeprowadzonych zgodnie z przepisami przez szkołę, której dyrektor zezwolił na spełnianie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą.

Cofnięcie zezwolenia, o którym mowa w ust. 8, następuje:
na wniosek rodziców;
jeżeli dziecko z przyczyn nieusprawiedliwionych nie przystąpiło do egzaminu klasyfikacyjnego, o którym mowa w ust. 10 pkt 2 lit. c, albo nie zdało rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w ust. 10 pkt 2 lit. c;
w razie wydania zezwolenia z naruszeniem prawa.

Ta forma edukacji zdecydowanie najlepiej sprawdza się gdy rodzice są przedsiębiorczy i kreatywni; od strony praktycznej trzeba znaleźć sposób najbardziej odpowiadający potrzebom i możliwościom Waszej rodziny, być otwartym na zmiany, czasem nawet daleko idące; bywa, że rodzice rezygnują z dobrze płatnej pracy w korporacji na rzecz własnej działalności gospodarczej po to, żeby pracować elastycznie i połączyć (sic!) życie zawodowe z rodzinnym. W takiej formule dziecko często towarzyszy rodzicom w aktywności zawodowej doświadczając w rzeczywistości, na czym polega praca rodzica. Klasyczna edukacja wymaga rozdziału pomiędzy życiem zawodowym i rodzinnym. Praca jest dla Ciebie przede wszystkim źródłem finansowania życia. W unschoolingu docelowo realizujesz się zawodowo w takim obszarze, który jest dla Ciebie źródłem osobistej satysfakacji, którą z przyjemnością dzielisz się ze swoimi bliskimi. Jest to wręcz wskazane, jako element budowania wiedzy dziecka o realnym świecie. Rodzice, którzy nie rezygnują z czynnego, życia zawodowego determinującego ich tryb życia jako minimum 8 godzinną pracę w siedzibie pracodawcy, szukają innych rozwiązań. Może to być np. unschooling realizowany w szkole demokratycznej. Jednakże, moim zdaniem, pełna zależność od pracodawcy, bez możliwości samorealizacji w przedsiębiorstwach o hierarchicznej strukturze znacząco utrudniają życie rodziny unschoolersów powodując “schizofrenię” wartości i frustrację potrzeb.


6. Czym różni się unschooling od Szkoły Demokratycznej?

Unschooling jest koncepcją myślenia o edukacji w poszanowaniu dziecięcej autonomii. Szkoła demokratyczna to jedna z form, w której ta koncepcja może być realizowana. W szkole demokratycznej unschoolingowa wartość zaufania jest rozbudowana o wartość społeczności i stanowią one dwa podstawowe filary działania takich placówek.

7. Czy jak dziecko już chodziło do szkoły klasycznej, to sobie poradzi? 

Nie widzę tu specjalnego problemu. Oczywiście przejście ze sztywnego systemu w strukturę budowania autonomii i, co za tym idzie, odpowiedzialności, pociąga za sobą takie same konsekwencje jak każda solidna zmiana życiowa. To wyzwanie, któremu trzeba stawić czoła ucząc się nowego funkcjonowania. Dlatego dziecko potrzebuje w tej zmianie naszego wsparcia, które polega na umocnieniu poczucia bezpieczeństwa podczas, słynnej już, “detoksykacji”. Niektóre dzieci będą to przeżywały starając się za wszelką cenę samodzielnie realizować to, co wcześniej realizowały w szkole tracąc grunt pod nogami w obawie, że same nie są w stanie się uczyć (czyt. przerabiać materiału) w takim samym tempie jak ich rówieśnicy ze szkół klasycznych. Inne z kolei będą negować wszelką aktywność kojarzącą się ze szkołą w poczuciu, że są “wolnymi ludźmi i nikt im nie będzie rozkazywać”. Upłynie jakiś czas zanim odzyskają przyjemność uczenia się. Warto jednak pamiętać, że każda ich aktywność i każde doświadczenie w tym okresie są wartościowe i uczące i zauważenie tego staje się naszą rolą jako dorosłych wspierających nasze dziecko.


8. Czy każde dziecko się do tego nadaje?


“Każde dziecko, ale nie każdy rodzic”- brzmi standardowa już odpowiedź praktyków alternatywy. Tak, unschooling wymaga świadomego i uważnego rodzica, w przeciwnym razie może przerodzić się w opuszczenie i zaniedbanie i nie będzie dziecku służyć. Wyjątkowej uważności wymagają specyficzne indywidualne trudności dziecka związane z zaburzeniami rozwoju. Niestety w takich przypadkach szkoła klasyczna tez nie bardzo sobie radzi. Często również trudności takie nie są zdiagnozowane odpowiednio wcześnie. Za konkretnymi, trudnymi zachowaniami trzeba dostrzec potrzeby dziecka. Być może to właśnie jasne granice, wyraźnie określone przez otoczenie gwarantują mu bezpieczeństwo. W środowisku ciągłych zmian, któremu blisko do chaosu i niepewności, traci potencjał poznawczy i cała jego energia spala się u podstaw piramidy Maslowa. unschooling kształtuje u dziecka antykruchość, ale jednocześnie wymaga jej od rodzica. Choćby na poziomie gotowości podejmowania wyzwań.

9. Po co te warsztaty dla rodziców? Po co psycholog? 


Teoretycznie unschooling nie wymaga wiedzy psychologicznej, ale sprostanie zmianie wiąże się z przewartościowaniem wszystkiego w czym nas wychowano. Zwłaszcza, gdy mówimy o polskich realiach. Sama zdecydowałam się na terapię ponad dziesięć lat temu. Sięgnęłam po nią w momencie kryzysu, ale już wcześniej sięgałam po rozwój osobisty i nauczyłam się brać dla siebie wsparcie. Tak właśnie rozumiem odpowiedzialność. W drodze do szczęśliwego życia uczę się, wykonuję pracę nad sobą i mam prawo się mylić i popełniać błędy. Uznanie tego jest jednocześnie uznaniem, że ktoś może mi pomóc, ale muszę po tę pomoc sięgnąć, a potem sobie ją wziąć. Rożni się to od postawy roszczeniowej, gdy uważam, że komfort szczęśliwego życia mi się należy i wiem najlepiej, co inni mają mi zagwarantować. W polskiej kulturze przeważa obecnie właśnie ta druga postawa. Sama nadal się łapię na tym, dlatego jestem w ciągłym samorozwoju i doskonaleniu. Nie zostawiam jednak w tym siebie samej, bo w tym procesie potrzebny jest drugi człowiek.


10. Czy to nie jest jakaś sekta?
 
Sekta to grupa posiadająca silnie rozwiniętą strukturę władzy, której liderzy deklarują cele  w znacznym stopniu odbiegające od celów realizowanych i ukrywające faktyczne normy, regulujące w sposób istotny życie uczestników grupy. Zatem warto spojrzeć na to jak tworzą się grupy unschoolingowe i jaką przyjmują strukturę. Często grupa unschoolingowa to po prostu grupa przyjaciół, których celem jest aby dzieci mogły wspólnie spędzić trochę czasu. Bywa jednak, że lider zainicjuje powstanie bardziej ustrukturalizowanej formy dążąc np. w kierunku zbudowania szkoły demokratycznej. Tak było w przypadku Bullerbyn. Wówczas grupa potrzebuje stabilnej konstrukcji gwarantującej dzieciom regularne spotkania i infrastrukturę i tu zaczynają się schody. Rodzice powinni się ze sobą dogadać co do zasad współpracy ze świadomością działania naturalnego procesu grupowego pełnego wyzwań i frustracji. Jest to temat na kolejne duże opracowanie. Ze swojego doświadczenia podkreślę skrótowo, że proces ten powinien wspierać co najmniej facylitator. Zachęcam też do znalezienia informacji na temat budowania społeczności socjokratycznych po to, by wiedzieć jak ukształtować grupę partycypacyjną uwzględniająca autonomię jej członków. Grupa unschoolingowa powinna się rozwijać na zasadach transparentności, zaufania i partnerstwa.

11. Czy to oznacza, że nasze całe życie się zmieni? Moja rodzina uważa, że totalnie oszalałam.


Wybór edukacji poza szkołą w Polsce wymaga przeredagowania dotychczasowego życia. Począwszy od wymyślenia sposobów na pogodzenie życia zawodowego z zagospodarowaniem czasu dziecka, zdobycia dodatkowej wiedzy i pomysłów związanych ze wsparciem dziecka w przygotowaniu go do zdawania egzaminów z podstawy programowej, po pracę nad własnym postrzeganiem procesu uczenia się. Do tego potrzebujemy pewności siebie w spotkaniach z ludźmi, którzy nie rozumieją tego, czym jest unschooling. Wśród nich będą nasi bliscy. Wraz z nami zacznie się zmieniać całe nasze środowisko i będzie się to wiązało z naszym osobistym wysiłkiem. Trzeba to uwzględnić podejmując taką decyzję.

12. To znaczy, że można sięgać po pomoc? Czy są jakieś szkoły, kursy, szkolenia, strony internetowe, youtube, materiały edukacyjne? Co warto przeczytać?

www.johnholtgws.com
holtgws.com - What Is Unschooling?
Arno i Andre Stern we Wrocławiu - Ekologia dzieciństwa. Dzień pierwszy.
Andre Stern i Ekologia dzieciństwa 
Dayna Martin "Radical-unschooling" book
Dayna Martin: What is Unschooling?
www.psychologytoday.com blog of Peter Gray Peter Gray
Carle Honore Rozmowa podczas Kongresu Polskiej Edukacji, 29-30.08.2015
Jesper Juul o swojej książce TWOJE KOMPETENTNE DZIECKO
Logan La Plant 2013
Logan La Plant 2014


Fundacja Bullerbyn

Konsultacje w Fundacji Bullerbyn
wykład Marianny Kłosińskiej o unschooling'u
Edukacja alternatywna: Unschooling w teorii i praktyce [Cohabitat Webinar]
Wolna Szkoła Demokratyczna Bullerbyn na Facebook

Publikacje w języku polskim

Stressfree: Unschooling – uwolniona edukacja domowa
UNSCHOOLING - EDUKACJA DOMOWA BEZ OGRANICZEŃ 
Wolna szkoła – miejsce gdzie dziecko realizuje swój potencjał
nienietak.pl UNSCHOOLING NIE DO ZATRZYMANIA
Darja.tv Unschooling w Polsce i wolne szkoły
Gaga: Unschooling – alternatywa dla tradycyjnej edukacji
Tatento: Fundacja Bullerbyn: co to jest unschooling?
Dzieci są ważne: Kryzys szkoły – wokół najnowszej książki Jespera Juula
Dziennik.pl Dlaczego rodzice nie chcą posyłać dzieci do szkoły? Czego się boją?
weekend.gazeta.pl Koniec tradycyjnej szkoły? Unschooling po polsku, czyli szanse i zagrożenia alternatywnych form edukacji

Audycje radiowe

TOK FM Odcinek audycji "Wieczór - Hanna Zielińska" O kryzysie tradycyjnego szkolnictwa i edukacji alternatywnej opowiada Marianna Kłosińska
TOK FM Odcinek audycji "Wakacyjny Salon" Rozmowa z Marianną Kłosińską, która uwalnia dzieci od szkoły
TOK FM Odcinek audycji "Wieczór - Aleksandra Pezda" Rozmawiamy o apelu Manifesto'15.Gośćmi audycji byli:Marianna Kłosińska Szkoła Bullerbyn i Agata Stafiej -Bartosiuk Fundacja Ashoka
PolskieRadio.pl Trójka Klub Trójki Szkoła, w której rządzą dzieci. Marzenie czy koszmar?
PolskieRadio.pl Czwórka Poranek OnLine Marianna Kłosińska opowiada o unschoolingu, szkołach wolnych i demokratycznych 
PolskieRadio.pl Jedynka Cztery Pory Roku W szkole, w domu czy w "wiosce"? O nauczaniu domowym rozmawiają Marianna Kłosińska i Monika Werwicka
PolskieRadio.pl Radio dzieciom Zasoby Mamy zmieniają świat
Poranek RDC “Wiele osób nie radzi sobie z podejściem do edukacji, jakie proponują szkoły demokratyczne”
Programy telewizyjne

Książki

Ivan Illich ODSZKOLNIĆ SPOŁECZEŃSTWO
Peter Gray WOLNE DZIECI Jak zabawa sprawia, że dzieci są szczęśliwsze, bardziej pewne siebie i lepiej się uczą?
Jesper Juul KRYZYS SZKOŁY Co możemy zrobić dla uczniów, nauczycieli i rodziców?
Alfie Kohn  WYCHOWANIE BEZ NAGRÓD I KAR Rodzicielstwo bezwarunkowe
John Holt ZAMIAST EDUKACJI Warunki do uczenia się przez działanie
Schoenebeck Hubertus von WOLNOŚĆ OD WYCHOWYWANIA
Gerald Hüther, Uli Hauser WSZYSTKIE DZIECI SĄ ZDOLNE Jak marnujemy wrodzone talenty
Hüther Gerald KIM JESTEŚMY - A KIM MOGLIBYŚMY BYĆ 
Richard Louv OSTATNIE DZIECKO LASU
Carl Honoré POD PRESJA Dajmy dzieciom święty spokój!
Jesper Juul TWOJE KOMPETENTNE DZIECKO Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Organizacje

Fundacja Bullerbyn 
Home Education Magazine
The Free Child Project 
The Natural Child Project

Grupy dyskusyjne na portalach społecznościowych

Unschooling EN
Edukacja alternatywna [Cohabitat webinar]
Wolna edukacja
Edukacja wolnościowa
Edukacja demokratyczna

Blogi

Stories of an Unschooling Family


Literatura



Marianna Kłosińska 

Jestem matką trojga dzieci. Rodzicielstwo stało się dla mnie źródłem pasjonującego życia zawodowego. Moja najstarsza córka jest już studentką i koordynuje projekty społeczne. Dwoje młodszych dzieci uczy się poza szkołą przy Fundacji Bullerbyn, której jestem prezeską.

W tej chwili najbardziej zaangażowana jestem w ruch edukacji alternatywnej prowadząc m.in. Grupy Unschoolingowe działające przy Świetlicy Bullerbyn oraz organizując w Polsce międzynarodowy zjazd szkół demokratycznych EUDEC i towarzyszący mu festiwal INSPIRE THE FUTURE.

Z wykształcenia jestem grafikiem. Studia artystyczne to efekt niemal chorobliwych: kreatywności i optymizmu. Od 2007 roku prowadzę Fundację Bullerbyn i jej sztandarowy projekt - Wioskę Bullerbyn, który okazał się być początkiem naszej pracy związanej z edukacją alternatywną. Mój zachwyt światem organizacji pozarządowych trwa do dziś. Dla niego porzuciłam działalność gospodarczą. Dlaczego w końcu NGO? Cóż… uwielbiam ludzi :)


Najnowsze i najpopularniejsze dawki wiedzy

Zamknij

Podaj tutaj swój adres email: